Pokemon Crystal Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 



Poprzedni temat «» Następny temat
Zoya.
Autor Wiadomość
Lisek Chytrusek
Bah bah black sheep. ~


Dołączył: 01 Maj 2016
Posty: 814
Wysłany: 2017-04-09, 19:08   Zoya.



Czy ktoś w ogóle zauważa te ukryte teksty? Oby nie.

    Region Kanto; droga nr 22.

Ze snu wybudziło cię coś dziwnego. Poczułaś bowiem, że nieidentyfikowany obiekt przygniata ci ogon. O dziwo nie było to aż tak niekomfortowe uczucie, bo owy cosiek sam był puchaty i do tego leciutki – Sentret we własnej pokeosobie. Kiedyś już miałaś z nimi do czynienia. W Jotho był to dość powszechny gatunek, wszędzie ich było pełno. Ten konkretny osobnik ma na imię „Nut”. Tak go właśnie nazwała właścicielka. Według niej bardziej przypomina wiewiórkę, aniżeli szopa i ciężko ją przekonać do zmiany zdania.
Warto wspomnieć, że Orzeszek jest wygodnickim stworzonkiem. Uznał, że twój ogon będzie dobrym posłaniem i co więcej – można go zasypać zapasem suszonych owoców. W skrócie: podczas twojego snu stworzył sobie tu całkiem ładne gniazdko. Łagodnie można stwierdzić, że zawsze brakowało mu instynktu przetrwania. Zgodnie z opowieściami był zawsze najmniejszą i najsłabszą króliczą wiewiórką w stadzie, dodatkowo nigdy nie wydał z siebie najcichszego pisku. Niemy, wybrakowany stworek. Idealnie wpisał się do waszej gromadki, prawda?
- O nie. – Usłyszałaś cichy, stłumiony przez rączki głos. Od razu rozpoznałaś jego właścicielkę - Marry, niania orzeszka. Weszła tu, czyli do wozu przez uchylone drzwi. Nic nie trzęsło, nie zaburzyło wieżyczki jedzenia na twoim ogonie, czyli… Wóz stał w miejscu. Zmęczenie przejęło nad tobą kontrolę i zasnęłaś w tej części waszego środka transportu, w którym trzymaliście rekwizyty. Dużo tu było pudełek, materiałów i pomalowanych farbami kartonów. Nie jesteś pierwszą i ostatnią, która tu drzemała. Zazwyczaj było tu ciasno.
- Tak bardzo, bardzo, bardzo cię przepraszam. – Jęknęła nieco przestraszona, kiedy tylko dostrzegła, że już nie śpisz. – Nie chciałam cię obudzić. Nut nie chciał. On tylko… - Ciężko byłoby dokończyć to zdanie na korzyść Orzeszka, więc Marry zwyczajnie zrezygnowała. Podbiegła do was i wzięła Sentreta na ręce. Był tak puchaty, że jej dłonie niemalże całe zatopiły się w futrze.
Marry posłała ci pełne skruchy spojrzenie, jakby to ona zrobiła coś złego. Odkąd ją poznałaś była wycofana, płochliwa, ale wyjątkowo miła. Nie miała nic wspólnego z gijinkami, była zwykłym człowiekiem. Dziewięcioletnią, porzuconą dziewczynką. Nikt do końca nie znał jej historii, nikt nawet o nią nie dopytywał. Można się było tylko domyślić, że Marry jest sierotą, a zbyt duża, już nieco poszarzała sukienka, którą zazwyczaj nosi, należała do jej matki. A może starszej siostry?
- Jasper zarządził postój. Powiedział, że jesteśmy ledwo w połowie drogi i muszą się odpocząć. Taurosy to znaczy. Muszą odpocząć… - Nieco zmieszana wyjaśniła ci całą sytuację. Nie było tu okien, ale przez uchylone drzwi mogłaś nieco wyjrzeć na świat – był środek dnia.

Niania Orzeszka.
_________________
  
 
   Podziel się na:     
Szin 
cześć







Starter: Sigilyph, Nazca
Profesja: trener hodowca
Wiek: 23
Dołączyła: 04 Lip 2016
Posty: 168
Ostrzeżeń:
 1/5/7
Wysłany: 2017-04-10, 07:39   

Wybudzona ze snu przez niezidentyfikowany, puchaty obiekt niemal zerwałam się na równe nogi. Na całe szczęście się powstrzymałam. Okazało się, że to małe coś to niegroźny Nut. Gniazdko sobie uwił, huh? Chyba naprawdę pozbawiony jest instynktu samozachowawczego. Pokemony raczej nie do końca mnie lubią. Korzystając z okazji, że nie ma tu nikogo oprócz mnie, uśmiechnęłam się z rozczuleniem. Twarda ze mnie babka, ale nic nie poradzę, że takie małe i bezbronne stworzenia wywołują u mnie uczuć. Speszyłam się usłyszawszy czyjś stłumiony głos. Od razu rozpoznałam. To Marry, właścicielka tego nieprzejmującego się niczym Sentreta.
- Musisz go pilnować żeby nie wpadł kiedyś w jakieś poważne tarapaty - mówię.
Kiedy dziewczynka zabrała przesadnie puchatego pokemona podniosłam się do pozycji siedzącej i otrzepałam ogon ze wszelakich suszonych owoców jakie naznosił mi tu szop. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że mogłabym skubnąć trochę tego jedzenia, ale... Sentret miał to zapewne w swojej paszczy. Mało zachęcające. Ziewnęłam zakrywając usta pięścią.
- Nie przejmuj się, nic się przecież nie stało. Mówiąc tarapaty nie miałam na myśli spotkania ze mną. - Tłumaczę się, stwierdziwszy, że moja wcześniejsza wypowiedź mogła zabrzmieć dość groźnie jak dla przestraszonej dziewięciolatki.
Postój? A, nawet mi pasuje. Spojrzałam w stronę uchylonych drzwi, a dostrzegawszy, że słońce sugeruje mi, że jest środek dnia... Nie. Nie robię nawet zdziwionej miny. Dużo śpię, nie ma co ukrywać.
- I tak już pora wstawać. Jestem nawet wdzięczna za tą pobudkę. - Szczerzę kły w tym, no, uśmiechu.
To wszystko jest dla mnie takie nowe. Bycie miłym dla innych. To, że inne gijinki się o mnie martwią. Marry jest co prawda człowiekiem, ale bardzo młodym i miłym. Podnoszę się z łóżka. Kucam przy opiekunce Orzeszka. Jestem od niej pewnie dużo wyższa.
- Nie musisz się tak wszystkim przejmować - mruknęłam.
Ale tak miło, nie groźnie czy z wyrzutem, o. I niezręcznym ruchem potargałam nieco tę jej czuprynę. Jakie to to ma długie włosy!
- No, to chyba czas wyjrzeć trochę na światło dzienne. Później będą się śmiać, że w ogóle nie wychylam się ze swojej gawry. - Śmieję się.
Przeciągam się. Właściwie to zanim wyjdę mogłabym się ogarnąć, ale... to później. Włosy w nieładzie, pogięte ciuchy. Norma. Tak więc wyskakuję z wozu i rozglądam się uważnie. Jeżeli w pobliżu jest jakiś Tauros to zwyczajowo klepię go przyjacielsko po plecach bądź drapię za uchem. Lubię mieć styczność z Pokemonami.
_________________
 
   Podziel się na:     
Lisek Chytrusek
Bah bah black sheep. ~


Dołączył: 01 Maj 2016
Posty: 814
Wysłany: 2017-04-12, 01:20   

- T-tak… - Usłyszałaś jej cichą odpowiedź. Mało to było przekonywujące jak na kogoś kto miał się już nie przejmować. Dziewczyna nie była nawet w stanie podnieść głowy i na ciebie spojrzeć, ale Ty dostrzegłaś jak czerwienią jej się policzki. Ze wstydu, że ktoś jej zwrócił uwagę? A może dlatego, że roztrzepałaś jej fryzurę? W końcu nawet nie wysiliła się, by przygładzić włosy. Kto ją tam wie. Istotne jest to, że wyszła z „magazynku” zaraz za tobą i od razu znikła ci z oczu. Czy ona na pewno nie ma nic wspólnego z mocą Pokemonów? Jakaś umiejętność znikania, czy coś w tym rodzaju?
Taurosy trzymały się blisko wozu tak, jak były do tego przyzwyczajone. Udało ci się więc bez problemu namierzyć jednego z nich i okazać mu trochę czułości. Trafiłas na tego, który przyjął to dość obojętnie. Wydał z siebie tylko jakiś dźwięk. Ten drugi w zamian za głaskanie macha ogonem, jakby miał zaraz odlecieć przy jego pomocy. Całkiem pocieszny byczek.
Nagle mogłaś się poczuć jak Marry przed chwilą. Ktoś bez ostrzeżenia zaszedł cię od tyłu i roztrzepał ci fryzurę.
- Wyspana? - Zapytał ten, któremu widocznie życie niemiłe. Od razu rozpoznałaś ten głos. Louis we własnej osobie. Wyższy o półtorej głowy, blondynek, zielone oczy. Niezaprzeczalnie miał swój urok, o ile zwracałaś uwagę na takie rzeczy. Ubrany dziś koszulkę na długi rękaw i jakieś spodnie ze sznurkami. Niczym mieszkaniec jakieś starej, bidnej wioski. O wiele lepiej prezentuje się w kolorowych garniturach z waszej garderoby na występy.

Lulu.
_________________
 
   Podziel się na:     
Szin 
cześć







Starter: Sigilyph, Nazca
Profesja: trener hodowca
Wiek: 23
Dołączyła: 04 Lip 2016
Posty: 168
Ostrzeżeń:
 1/5/7
Wysłany: 2017-04-12, 01:50   

Westchnęłam widząc jej reakcję. Trzeba będzie nad nią popracować. Właściwie... może nie powinnam wykonywać tak gwałtownych ruchów? Tylko ją przestraszyłam i wprawiłam w zakłopotanie. Na samym początku byłam taka jak ona. Przerażona, nieufna i... nie. Nie płochliwa. Agresywna. Potrząsnęłam głową a jej już nie było w zasięgu wzroku! Dobra jest w tym nagłym znikaniu. Może to dlatego, że jest taka drobna i nie rzuca się w oczy? Mniejsza. Dlaczego ja zawsze zajmuję umysł takimi pierdołami?
Zawiodła mnie reakcja pierwszego z Taurosów. Doceniam jednak fakt, że nie oberwałam z kopyta w żebra, bo czasem i tak potrafią. No i ten drugi byczek jest przeuroczy! I tak je wszystkie lubię. Tym bardziej, że dzięki nim rozkładam swoje leniwe cielsko na wygodnym legowisku w wozie i nie muszę drałować piechotą. To takie piękne. Jestem w raju. ... Na Arceusa! Od kiedy ja się taką ciepłą kluchą zrobiłam? Trzeba to zmienić. Nie mogę sobie pozwolić na uśpienie czujności.
Prawie dostałam zawału kiedy poczułam, że ktoś dotyka mojej głowy. Podskoczyłam nawet. No nie. I ktoś tu przed chwilą wypominał sobie brak czujności? Obracam się w stronę blondyna ze złowrogim wzrokiem. Nie wytrzymuję jednak długo, bo moja mordka sama promienieje na jego widok. I zapewne mój ogon merda wbrew mojej woli. Co ja poradzę, że żyje swoim życiem?
- Jeżeli powiem, że nie to pewnie stwierdzisz, że jestem strasznym leniuchem? - Uśmiecham się.
- Nie no, dobra, wyspałam się. Działo się coś ciekawego kiedy wylegiwałam się w swojej gawrze? - Pytam.
_________________
 
   Podziel się na:     
Lisek Chytrusek
Bah bah black sheep. ~


Dołączył: 01 Maj 2016
Posty: 814
Wysłany: 2017-04-12, 02:34   

Mężczyzna automatycznie podniósł ręce w geście „jestem niewinny”, kiedy aż podskoczyłaś. Chyba nie spodziewał się, że aż tak cię zaskoczy. Nie wyglądał jednak, jakby czuł się choć trochę winny. Co więcej, twoja reakcja wywołała na jego twarzy szeroki uśmiech.
- Nawet bez tego twierdzę, że jesteś strasznym leniuchem. – Zażartował. Ewidentnie chciał ci dokuczyć, czasem mu się zdarzało. Był jednak jednym z tych ludzi, którzy znali umiar. Stanowił niejaką opiekunkę dla całego waszego towarzystwa. Ciężko go było znielubić, skoro większość z was w jakimś stopniu zawdzięczała mu spokojne życie. Słowo „człowiek” też nie jest tu szczególnie na miejscu. Luise nie był człowiekiem, a gijinką. Podobnie jak Ty. Miał wizualnie mniej cech charakterystycznych, ale u niego przejawiało się to pewnymi umiejętnościami. Kadabra – ten właśnie gatunek stał się w pewnym sensie jego przekleństwem. Zginanie łyżek lub przenoszenie przedmiotów bez dotykania przynosi mu więcej szkody, aniżeli pożytku.
- Nieszczególnie. – Przyznał i pokazał rząd białych zębów w uśmiechu, kiedy to wychylił się nieco, by podziwiać twój merdający ogon. Sprawiał wrażenie, jakby chciał zaraz wyjąć kamerę i nagrać to zjawisko, żeby móc sobie popatrzeć na to nieco dłużej.
- Prawdę mówiąc dopiero co stanęliśmy. Dziewczyny poszły się wykąpać, więc wstęp na teren jeziorka jest zakazany. Cóż, przynajmniej dla mnie. Widocznie nie byłem zbyt przekonywujący, kiedy tłumaczyłem, że woda wciąż jest zbyt zimna… - Skrzywił się delikatnie. Przeziębienie nadchodzi.
A mówiąc o jeziorku Luise wskazał drzewka po drugiej stronie drogi, obok której stał wasz wóz. Duży, „trzypokojowy” pojazd. Jego większą część po jednaj stronie zajmowała płachta ze starannie wymalowaną nazwą waszego teatru. Niezaprzeczalnie przykuwała uwagę i takie też było jej zadanie. Właśnie dlatego Jasper, odpowiedzialny w dużej części za prowadzenie byczków, starał się zawsze „parkować” blisko drogi.
- Oho, księżniczka wstała. – Zanim się odezwała, poczułaś na sobie jej spojrzenie. Coś, co mówiło, że za tobą nie przepada, ale nigdy nie powie tego wprost. Co więcej: będzie temu wyraźnie zaprzeczać. W skrócie: było w niej coś fałszywego. Ustała przy Luisie i zaczęła mierzyć cię wzrokiem.
- Skoro już się nie wylegujesz, może byś skoczyła poszukać czegoś do jedzenia? – Mówiąc to, wykonała palcami ruch chodzącego ludzika.
- Myślałem, że zapas starczy na ten postój. – Przyznał Luise. Ciężko powiedzieć, czy nie widział w jej zachowaniu nic złego, czy po prostu nie chciał tego widzieć. A może zwyczajnie był dla niej pobłażliwy i pozwalał jej być taką, jaką jest? To było raczej w jego stylu…
- Zjadłam. – Oznajmiła zadowolona z siebie. Na imię miała Roselyn i bardzo nie lubiła, gdy w jakikolwiek sposób skracało się jej imię. Była totalnym przeciwieństwem twojej osoby. Ładna, wypoczęta cera, długie blond fale i niebieskie oczy. Ciężko przejść mężczyznom obok niej obojętnie.
- Potrzebujemy jedzenia. – Zwróciła się znów do ciebie, jakby chciała ci przypomnieć, że nie powinno cię tu być już kilka sekund, a Ty wciąż stoisz w miejscu.

Kawałek róży, reszta w domyśle. Ssss...
_________________
  
 
   Podziel się na:     
Szin 
cześć







Starter: Sigilyph, Nazca
Profesja: trener hodowca
Wiek: 23
Dołączyła: 04 Lip 2016
Posty: 168
Ostrzeżeń:
 1/5/7
Wysłany: 2017-04-12, 03:18   

Akurat spojrzałam w stronę drzewka i chciałam już kontynuować rozmowę kiedy ktoś wszystko zepsuł. Nawet nie musiała się odezwać. Wystarczyło, że spojrzała w moją stronę. Przynajmniej wstrzymała to zawstydzające merdanie ogonem. Zawsze byłam dobra w znajdowaniu pozytywów bardzo niefajnych sytuacji. Przyjrzałam się jej ze zmrużonymi oczami, wzrokiem pełnym pogardy. Zmniejszyłam nawet odległość między nami żeby poczuła się mniej pewnie. Zaraz jednak spuściłam z tonu. Stanęłam rozluźniona. Louis patrzy, nie wypada wszczynać bury. Chociaż się we mnie gotuje. Sam jej widok sprawia, że bierze mnie jakaś cholera. Nie no, nie wytrzymam. Dobra, Zoya, spokojnie. Musisz wytrzymać. Nie możesz jej uderzyć, nie możesz na nią warczeć. Rozegraj to jakoś mądrze. Tak. Nie ma to jak wewnętrzny dialog w celu sprowadzenia się na dobre tory. Rozszarpię ją. Kiedyś.
- Rose, kochanie, nie jestem głucha. Skoro wyjadłaś zapasy to nie uważasz, że powinnaś je uzupełnić? - mówię w najsłodszy sposób w jaki tylko potrafię.
Zaraz się porzygam. Przychodzą mi do głowy różne teksty. I gorsze, i lepsze. Postanawiam jednak zamilknąć. Macham na nią ręką.
- A dzień zapowiadał się tak miło - wzdycham do siebie.
Idę. Wymijam tę pindę. Bez słowa. Pójdę i znajdę to jedzenie, oczywiście. Tylko i wyłącznie dlatego, że nie chcę żeby trupa mi głodowała. Jeżeli Roselyn spróbuje chociaż dotknąć to co zdołam zebrać, odgryzę jej rękę. ... AAA. No przecież nic nie mogę zrobić! Oszaleję. Zwariuję. Jestem taka wściekła. Mogłam jej chociaż jakoś konkretnie przysrać. Nie, oczywiście, coś tam świtało, ale nic konkretnego nie powiedziałam. Może gdyby Louisa tam nie było. Wtedy czułabym się swobodniej, a tak... no, nie oszukujmy się. Nie chcę wypaść źle w jego oczach. Uderzam pięścią w jakieś pobliskie drzewo. Oczywiście kiedy upewnię się, że nikt mnie już nie widzi. Jak zaraz nie dam upustu swoim emocjom to wybuchnę. Dobrze, że idę gdzieś w pizdu w las. Przynajmniej się uspokoję. I nie muszę na nią patrzeć. Jeżeli będę tak reagować za każdym razem kiedy ją zobaczę albo się do mnie odezwie to w końcu padnę. Albo zrobię coś... Nie. Nie mogę. Na Arceusa...
_________________
 
   Podziel się na:     
Lisek Chytrusek
Bah bah black sheep. ~


Dołączył: 01 Maj 2016
Posty: 814
Wysłany: 2017-04-22, 14:00   

- Pomogę c… - Zdecydował Louise, ale jego plany zostały błyskawicznie powstrzymane przez Roselyn. Usłyszałaś tylko, jak przyciszonym głosem mamrocze coś o tym, że musi z nim pogadać i „on sam wie o czym”. Swoją drogą często zajmowała mu czas. Uważała, że ma do tego prawo, skoro oboje są gijinkami tego samego gatunku. Mówiła, że łączy ich przez to specjalna więź.
Ty w każdym razie postanowiłaś wyruszyć na poszukiwanie jedzenia. Może to i lepiej, że nie będzie cię w pobliżu tej zołzy. Twoja ciemna strona, z którą się właśnie kłócisz, mogłaby w końcu namówić cię do złego. Wystarczy mieć tylko nadzieję, że kiedyś nadarzy się okazja, by odpłacić blondyneczce tak, żeby nikt się nie zorientował, że maczałaś w tym palce! Ale to potem. Teraz jedzenie.
Weszłaś w gęstwiny, które rosły obok drogi. Taki mały lasek, ale więcej tu było krzaczków, aniżeli drzew. Gdzieś na prawo według kierunku, który podał Louise znajdowało się jeziorko. Tam była reszta dziewczyn. Mogłaś nawet do nich dołączyć, jeśli chcesz, ale najpierw… Jagody. Tak. W tym miejscu powinno być dużo jagód. Nawet udało ci się zlokalizować dwa jagodowe krzaczki, ale wszystkie owoce „z wierzchu” były już oskubane, a egzemplarzy w głębszej części rośliny chroniły kolce. Nie ma co narażać swoich łapek dla kilku jagód, prawda? Może najdziesz coś bardziej interesującego?
Albo kogoś… Martwego? To właśnie przyszło ci do głowy, kiedy Twój wzrok padł na rozłożone plackiem ciało na środku polany. Chłopiec. Chyba. Leżał na plecach i beznamiętnie patrzył na niebo przysłonięte po części przez korony drzew. Nawet nie drgnął, kiedy weszłaś na jego teren, a na pewno było to słychać przez szelest liści.
Stres związany z odpowiedzialnością za znalezienie martwego ciała szybko minął, kiedy rozpoznałaś w tym cieniu człowieka swojego kolegę z trupy. W takim stanie jednak widzisz go dopiero drugi raz. Pierwszy raz był wtedy, kiedy… No właśnie.
- Ah, to ty. – Rzucił niemrawo, kiedy w końcu wysilił się, by na ciebie spojrzeć. – Nie zwracaj na mnie uwagi. – Dodałtonem umierającego człowiek i westchnął ciężko. Na imię mu było Matthew, ale wszyscy wołali na niego „Mattie”. Mało męskie zdrobnienie, ale to mu w ogóle nie przeszkadzało. Był bowiem posiadaczem wyjątkowo delikatnej urody. Można nawet rzecz, że był bardziej damski, od ciebie! A może po prostu takie można było odnieść wrażenie, bo u swego boku miał zawsze swoją siostrę. Bliźniaczkę. Jeśli między tymi samymi gatunkami są (jak to uznała Roselyn) jakieś więzi, to między nimi pojęcie „więzi” ewoluuje i jeszcze trzyma mega-stone! Stanowili naprawdę zgraną parę i rozumieli się bez słów. Mattie i Mazie. Mazie i Mattie. Zawsze razem! Papużki nierozłączki! Albo raczej… Chomiki. W końcu też byli gijinkami, a konkretniej: Plusle i Miniun. Nie posiadali jednak tak wyjątkowych cech jak ogon czy królicze uszy. Mieli za to unikalny kolor oczu. Mattie jako Miniun miał lewe niebieskie, prawe czerwone, a Mazie odwrotnie. Albo i nie odwrotnie… W sumie nie ma to znaczenia.

Klony.
_________________
  
 
   Podziel się na:     
Szin 
cześć







Starter: Sigilyph, Nazca
Profesja: trener hodowca
Wiek: 23
Dołączyła: 04 Lip 2016
Posty: 168
Ostrzeżeń:
 1/5/7
Wysłany: 2017-05-16, 00:58   

Och, świetnie. To bardzo miłe, że Louis chciał mi pomóc. I wcale nie czuję się dodatkowo wyprowadzona z równowagi przez to co postanowiła zrobić cała ta Roselyn. PRZESZKODZIĆ MU. Zawsze to gadanie o niesamowitej, międzygatunkowej więzi. Tfu. Jasne. Może i coś takiego istnieje, ale to jeszcze nie powód żeby ciągle zawracać mu tyłek. Może i jestem trochę niesprawiedliwa, bo Lou poświęca mi naprawdę mnóstwo swojego czasu, aczkolwiek... Nie wiem co to za uczucie. Nie mam najmniejszego pojęcia. Czuję niechęć do Róży, bo jest dla mnie niezbyt sympatyczna, ale też dlatego, że Louis. HM.
Potrząsam głową. Nie no, ogarnij się Zoya, masz misję. Co prawda nie traktuję jej zbytnio poważnie. To znaczy, nie chcę żeby wszyscy głodowali, ale nie jest to jakoś wyjątkowo wymagające zadanie. O Arceusie, jaki natłok myśli! Czy ja nie mogę się wyciszyć chociaż na chwilę? Odpocząć od tego wszystkiego i...
Chwila! Co to? Widząc dziwny kształt wśród zieleni. Nie tyle dziwny, bo człowieczy, ale jak najbardziej wyglądający na niezbyt żywą osobę. To... to chyba trup? Mimo delikatnego, wewnętrznego rozedrgania moja mina nie uległa najmniejszej zmianie. Beznamiętna twarz wiecznie zmęczonej wilczycy. Po dłuższym przyjrzeniu się doszłam do wniosku, że to chłopiec. O kurde, trochę przypał - to przecież mój znajomy z trupy, Minun! To znaczy Matthew. Leży tak i straszy ludzi. Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że istnieje na świecie tylko jedna rzecz która potrafiła wprowadzić tego osobnika w aż taką depresję. Brak jego siostry u boku. Nie żebym rozumiała tak głęboką i złożoną relację. Owszem, zdarzyło się, że było mi smutno jak przez pewien czas nie widziałam mojego przyjaciela, ale żeby aż tak? No ludzie, bez przesady! ... Dobra, nie miałam też nigdy rodzeństwa. A przynajmniej nie wiem czy miałam. Tym bardziej takiego bliźniaczego. Także tym bardziej nie mam pojęcia o co chodzi w tej relacji. Choć nadal - trochę to niezdrowe.
- Hej. Co to za obraz nędzy i rozpaczy? - zagaduję. - Siostra i uciekła? Zgaduję, że poszła nad staw?
Pewnie skoczyła się ogarnąć. Ale to, że tak obstawiam, nie znaczy, że tak jest.
- No, Mattie, nie leż mi tu tak. Może do czasu aż wróci Mazie pomożesz mi poszukać czegoś do jedzenia? Nie ma nic, zupełnie, a zakładam, że Twoja siostra nie pogardziłaby jakimś dobrym śniad... obiadem? - mówię po chwili.
Może go przekonam. Nie chce mi się tak samej tu szwendać. To znaczy, lubię być sama. Tak. Samotnik Zoya. Ale pomoc się zawsze przyda. I jak go nie przekonam to trudno, zostawiam te zwłoki tam gdzie leżą i idę szukać dalej.
_________________
 
   Podziel się na:     
Lisek Chytrusek
Bah bah black sheep. ~


Dołączył: 01 Maj 2016
Posty: 814
Wysłany: 2017-06-01, 18:28   

- Poszła nad staw… - Powtórzył po tobie beznamiętnym tonem, patrząc na niebo przykryte po części koronami drzew. Jeśli podążyłaś za jego wzorkiem, nie dostrzegłaś nic ciekawego… Chłopak się po prostu wyłączył.
- A Hailey nie chce mnie tam wpuścić… Zbudowała barykadę. Powiedziała mi tylko, że to „nie kolej facetów”. – Próbował przedrzeźniać sposób mówienia waszej koleżanki i to w sumie był jedyny moment, w którym zmienił swój pół-martwy ton głosu w jakiś sposób. – Ona mnie nienawidzi. – Dodał po chwili nieco ciszej. Gdybyś nie była gijinką pieska, prawdopodobnie byś tego nie usłyszała.
- Jedzenia? – Powtórzył po tobie. Sporo czasu mu to zajęło, bo przed tym pozostawił was w ciszy przez jakieś trzy minuty. Zdaje się, że tyle samo czasu spędził nad myśleniem, czy w ogóle mu się to opłaca…
- Myślałem, że mamy jedzenie. – Odezwał się w końcu i leniwie podniósł się do pozycji siedzącej. Jego ruchy przypominały wygłodniałego zombie, ale chociaż wyraźniej mówił. Westchnął cichutko z wielkim bólem i żalem dla całego świata z Hailey na czele (która swoją drogą również uważała relację bliźniąt za niezdrową i rozdzielała ich, kiedy tylko miała okazję) i w końcu ustał na równych nogach. – Pójdę. – Zdecydował się.
Podreptaliście więc w wybranym przez Matta kierunku. Wiedział, gdzie szukać jedzenia? Ciężko powiedzieć, bo słowem się nie odezwał. Szliście krętymi ścieżkami, mijając drzewo za drzewem i nagle… Coś poczułaś. Zdaje się, że Minun podzielił to uczucie, ale dopiero chwilę później. Słodki zapach przyciągnął cię do jednego z pni, gdzie była wyryta dziura. Nie trzeba było nawet specjalnie wysilać wzroku – z daleka było widać mnóstwo różnokolorowych jagód. Tylko czy odważysz się je stąd zabrać? Są świeże, więc pewnie… Do kogoś należą.
_________________
  
 
   Podziel się na:     
Szin 
cześć







Starter: Sigilyph, Nazca
Profesja: trener hodowca
Wiek: 23
Dołączyła: 04 Lip 2016
Posty: 168
Ostrzeżeń:
 1/5/7
Wysłany: 2017-06-09, 12:47   

No nie wiem. W zasadzie niekoniecznie chcę zostać złodziejem, ale z drugiej strony... jesteśmy w lesie. Więc kogo tak naprawdę mogę okraść? Niedźwiedzia? Haha. Ha... No, właściwie to istnieje taka ewentualność. Rozglądam się i nasłuchuję przez chwilę coby się upewnić, że w pobliżu nie ma jakiegoś nieprzyjaznego delikwenta.
- Hej, Mattie, myślisz, że możemy podebrać trochę berry? Same z siebie zapewne się tu nie przetransportowały, ale... jest ich cała masa, więc pewnie okolica jest nieźle przeczesana. - Postanawiam zapytać towarzysza.
Bo choć mogłabym je po prostu wziąć, to jednak ewentualne konsekwencje dosięgną nie tylko mnie. Niby nieszczególnie się tym przejmuję, ale prawda jest taka, że nie chcę żeby kogoś spotkała krzywda. W każdym razie, jeżeli tylko otrzymam skinięcie głowy ze strony towarzysza... to zabieram trochę pychotek dla naszej trupy. W razie czego wkręcę jakąś dobrą bajerę. Albo komuś nakopię. Bo to mało razy walczyłam na śmierć o życie?
_________________
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandgreen created by spleen modified v0.3 by warna - SITEMAP - recenzje anime

Administracja:
Sojusznicy:
Daisy7 (administrator)
ania.daisy7

Gwen Brown (administrator)
38162565

Panda (grafik)
35451075
Yukiyorin

Did (grafik)
44021735
WAW Pokemon

SNM
SnM

PokeSerwis

Last Bastion

Kurs Manga

Hentai Island

Lucid Dream

Stray Dogs

Vampire Kingdom

Riverdale

Morsmordre

Ninshu

Dragon - Space Trip
Dragonst

Darkest Night

Orchard Stable

Paradise City

Hetaliowe Awokado

Rabbit Doubt

France

Czarodzieje

Yggdrasil

Disney World

Sekret Miasta

Horizon

Alola

YLO

Dysharmonia

SPQR

Ego Draconis

Dragon Ball New Generation Reborn
Dragon Ball New Generation Reborn

Sayamino School

Dzikie Psy

Ezereth

Black Butler
BlackButler

Hogwart Dream
HogwartDream

FT Path Magician

Hetalia Ekipa RPG

Ninja Clan Wars

Dragon Domination

Artemida - Warrior Cats

Veneficium

Mortis

Dragon Ball - Another Universe

Wishtown

Hoshi Fusion

Spectrofobia

X-Men RPG

Virus

Avengers Assemble

Hetarium

Król Lew PBF
Król Lew



Design by Did, Panda & Daisy7. Only for Pokemon Crystal
Copyright 2016 by Daisy7.

Zabrania się kopiowania tekstów i obrazków autorstwa naszych użytkowników na użytek innych stron bez ich zgody!
Grafika pochodzi ze źródeł internetowych. Nie przywłaszczamy sobie do niej żadnych praw. Jeśli jesteś autorem obrazka wykorzystanego na forum i nie życzysz sobie, by się tu znajdował, napisz do administracji Pokemon Crystal, a zostanie on usunięty.
Pokemon Crystal nie czerpie żadnych korzyści materialnych z prowadzenia tej strony poświęconej serii "Pokemon" - własności Nintendo.

Pokemon Crystal launched 2011-03-23.